Opowiem kilka słów o sobie
Urodziłam się i spędziłam swoją młodość na Ukrainie we
Lwowie. Po przyjeździe do Polski próbowałam się odnaleźć w
innej rzeczywistości, a najlepiej mi wychodziło to co robiłam od
kiedy siebie pamiętam - masaże. Mój ojciec nauczył mnie prostego
masażu i żeby zażyć owej przyjemności, wymyślał różne
zabawy. A to jak chodzi po plecach niedźwiedź, a to słoń, a to
jeszcze jakieś wymyślne zwierze... Potem lata doświadczenia z
masażem za pośrednictwem sportu. Po poważnych kontuzjach
sama korzystałam z wielu zabiegów masażu, a jak brakowało nam
fizjoterapeutów to pomagaliśmy sobie nawzajem. Skończyłam szkołę
średnią, zdałam maturę, potem dostałam się na studia. Ale
jednak nie trafiłam z zawodem ponieważ kształciłam się
jako inżynier chemik. Dopiero po latach zrozumiałam, że moim
przeznaczeniem jednak było pomagać ludziom w walce z bólem.
Dodatkowo ukończyłam kurs masażysty w renomowanej szkole
"Biostudio" we Wrocławiu.
Cały czas doskonalę swoje umiejętności, poszerzam wiedzę tak
przydatną w niesieniu pomocy ludziom. Przypadkiem też odkryłam, że
posiadam dziwne zdolności przyciągania metalowych rzeczy. Podczas
masaży niektóre klienci odczuwają dziwne poszczypywanie i
mrowienie, a potem niewytłumaczalną ulgę i uśmierzenie bólu. Nie
za bardzo jestem skłonna uwierzyć w to, ale też nie mam powodu nie
wierzyć moim klientom... Mam na koncie kilka sukcesów związanych z
masażem, ale ponieważ są to osoby niepełnosprawne, nie będę bez
ich wiedzy i zgody podawać danych osobowych... Powiem tylko tyle, że
tam gdzie lekarz neurolog postawił kropkę na sprawności ruchowej
po paraliżu prawej strony całego ciała (skutek obrzęku lewej
półkuli mózgowia), udało mi się częściowo uruchomić górna
kończynę prawą... no i kilka podobnych drobniejszych
sukcesów...
Miasto moje Wrocław...
Mieszkam, pracuję oraz prowadzę
praktykę prywatną we wspaniałym mieście Wrocławiu.
Wraz z mężem i dorosłym synem tworzymy zgrana rodzinę. Czuje się
tutaj również wspaniale jak w rodzinnym Lwowie. Co prawda na
początku strasznie tęskniłam za przyjaciółmi, rodziną, ale
człowiek z czasem przyzwyczaja się do różnych rzeczy. Za te nie
całe dwadzieścia lat zdążyłam się przywiązać do wąskich
uliczek, pięknych parków i hałaśliwych podwórek. Największym
zaskoczeniem było dla mnie palenie w piecu węglem. Tutaj pierwszy
raz w życiu zobaczyłam kominiarza |